limonka z lawendą

8 05 2008

W końcu wyczekiwana premiera sukienki upolowanej w Berlinie. Nie miałam szczerze mówiąc na nią pomysłu, stąd to zwlekanie z prezentacją jej na modelce. ;) Tak naprawdę zestaw który powstał jest prosty jak drut, ale urzeka mnie idealna harmonia kolorystyczna. Rajstopy i buty w kolorze pasków na sukience.

Swoją drogą - często zastanawiam się nad pochodzeniem i przeszłością ubrań z secondhandu. Kto był poprzednim właścicielem, jak w danym ciuchu wyglądał, czemu się go pozbył? Np. czy moja sukienka to jedyny na świecie egzemplarz? (wykończona jest trochę tak, jakby była szyta własnoręcznie). Z jakich lat pochodzi? W jakim kraju “mieszkała”? Naprawdę fascynujące są losy lumpeksowych łupów. Szkoda, że nigdy nie poznam historii mojej sukienki.

Sukienka/dress: secondhand

Rajstopy/tights:prezent/gift

Buty/shoes: h&m young




berlińskie impresje #4

7 05 2008

Kończę już berlińskie wspomnienia. Szczerze mówiąc myślami jestem już na nowej wycieczce, której plan ostatnio się skrystalizował. To dopiero będzie egzotyka! :) Na koniec notka najbardziej na temat, tzn. w końcu jakiś zestaw. Berlin posłużył mi także jako plener do outfitowych zdjęć. Szkoda, że byliśmy tam tak krótko i że wszystko załatwialiśmy w biegu. Mogłoby powstać mnóstwo ciekawych sesji zdjęciowych. Interesujących plenerów jest tam do wyboru do koloru. Na poniższym zdjęciu stoję na tle ściany okalającej wejście do jednego z tamtejszych lumpeksów - Checkpoint. Na drugiej fotce ciut lepiej widać torbę (którą znalazłam w garażu), i dlatego wklejam dwa zdjęcia (bo z kolei na pierwszym lepiej widać inne szczegóły). Zresztą za nic w świecie nie mogę zdecydować które powinnam opublikować, to niech już idą dwa…

Tunika/tunic: h&m young

Legginsy: h&m

Okulary/shades: h&m

Torba/bag: vintage

Buty/shoes: allegro.pl




berlińskie impresje #3

6 05 2008

Z pierwszej wizyty w Berlinie pamiętam odjechanych barwnych ludzi. Przyjechałam wtedy do domu z głową pełną pomysłów. Faktycznie w Berlinie ludzie ubierają się interesująco, ale podczas ostatniej mojej wizyty chyba wszyscy się gdzieś poukrywali po kątach, bo na palcach jednej ręki mogę policzyć takich, na których warto było oko zawiesić. Może to kwestia tego, że przywykłam do widoku ubraniowych freaków oglądając blogi modowe, czy strony ze street fashion. Jestem oswojona z widokiem ludzi nie znających ograniczeń w stylizacji. No ale bez przesady…Żeby tak nic mnie nie zainspirowało? Trochę się rozczarowałam, bo po berlińczykach spodziewałam się jednak czegoś więcej. Liczyłam trochę na to, że zaskoczą mnie czymś zupełnie nowym, świeżym spojrzeniem na kwestie stroju. A tu nic. Najbardziej odjechany to jest ten ostatni facet. ;)

Ten sam pan na zdjęciu z serii “wyostrz wzrok”. ;)

Tak, na zdjęciach są sami mężczyzni. :D




ciotka-klotka

4 05 2008

Mam jeszcze sporo zdjęć i opowieści z Berlina, ale chwilowo robię przerwę od tego tematu. Poniżej zdjęcie z moim dzisiejszym zestawem. Wyobraźcie sobie jeszcze do tego moją wielką czarną retro torbę i mój zielony rower. :D W zeszłym tygodniu zupełnie spontanicznie kupiłam w h&m letnią (ba! - wręcz plażową) sukienkę. Na przekór postanowiłam połączyć ją z czarnymi rajstopami i ciężką górą. Pod spodem mam jeszcze czarne bolerko/rękawki. Jak wracałam wieczorem rowerem z pracy to złapał mnie deszcz, musiałam więc rozłożyć parasolkę. Parasolka turkusowa, więc wyglądałam (i czułam się) jak szalona Ciotka-Klotka. Nawet okulary te same. ;)

Skórzana kurtka/leather jacket: vintage

Sukienka/dress: h&m

Rajstopy/tights: h&m

Okulary/shades: h&m

Bransoletka/bracelet: prezent/gift

Buty/shoes: gojane.com




berlińskie impresje #2

3 05 2008

Przygotowując się do wyjazdu do Berlina pospisywałam sobie adresy lumpeksów, które chciałabym tam odwiedzić. Większość z nich znalazłam u Piksi, która swego czasu była w Berlinie i miała rozeznanie w tym temacie. Berlin słynie z secondhandów, jest ich tam multum, nawet w przewodniku wymienionych było kilka adresów. Tamtejsze lumpeksy to raj. Można tam znaleźć bez trudu wszystkie pożądane gadżety i ciuchy. Torby-kuferki, koszule z wiązaniem z przodu, chustki w ludowe wzory, retro buty jakie tylko sobie wyobrazimy. I to nie jest tak, że musimy szukać tych perełek wśród stert mniej fajnych rzeczy. Tam są same perełki, można dostać oczopląsu. Nie można się skupić i spokojnie sobie czegoś wybrać, bo na pierwszy rzut oka chciałoby się kupić wszystko. Ilość rzeczy jest przytłaczająca. Szczerze mówiąc będąc w trzecim z rzędu secondhandzie stwierdziłam że mnie to po prostu przerasta. Ogarnęła mnie bezsilność wobec tego ogromu fantastycznych ciuchów i w końcu kupiłam tylko sukienkę i apaszkę. Teraz jak już się otrząsnęłam to cholernie żałuję, że tylko tyle…

Na pierwszy z lumpeksów (którego nazwy ani dokładnego adresu nawet nie pamiętam) natknęliśmy się przypadkiem na Kreuzbergu.

I teraz zabijcie mnie, ale nie wiem czemu nie kupiłam tego ostatniego kufra! Nawet nie zapytałam ile kosztuje, ale podejrzewam że sporo. Ten mniejszy bodajże 13 ojro. W ogóle zdjęcie jest do kitu, kufer był ciemnobrązowy, a przy tym naprawdę ogromny, jakieś 30 cm x 40 cm na moje oko.

W następnej kolejności zawędrowaliśmy do Checkpoint (Mehringdammstrasse 57). Tu kupiłam zieloną chustkę. Żałuję, że nie wzięłam tej spódnicy z trzeciego (i fatalnego) zdjęcia. Była za duża, ale co z tego, przecież można zmniejszyć! Nie widać tego, że jest plisowana.

Na koniec zostawiliśmy sobie Colours (Bergmannstrasse 102). Tutaj oszalałam. Część rzeczy była wyceniona -9,99 euro za sztukę, a część na wagę - 13,99 euro za kilogram. Kupiłam tylko sukienkę. Nie kupiłam fantastycznej szarej koszuli z wiązaniem z przodu, bo miała plamę przy rękawie. Szkoda, bo może plama by się uprała, a bluzka pewnie kosztowałaby 1 €, leciutka była…Nie kupiłam zielonego kuferka, bo uznałam że za mały (?!). Nie kupiłam pięknych zamszowych rudych czółenek w moim rozmiarze, na to nawet nie mam wytłumaczenia (kawałek tych butów jest nawet widoczny na 3 zdjęciu z lewej strony pierwszego stołu z butami, chlip, chlip). Na ostatnim zdjęciu, które kiepsko wyszło buszuję w zakątku sukienek, tam były setki retro kiecek! A ja kupiłam jedną…No mówię Wam, rozum mi odebrało! Berlińskie secondhandy są niebezpieczne. ;)




berlińskie impresje

1 05 2008

Wszystkim którzy tam nie byli polecam wizytę w Berlinie. To grzech tam nie pojechać zważywszy na odległość. W ciągu ostatnich dwóch lat odwiedziłam to miasto dwa razy, a na ogół nie lubię się powtarzać. Berlin działa jak magnes i ciągle chce się tam wracać. Miasto jest bardzo specyficzne. Pełne kontrastów, zaskakujące, “z oddechem”. Zachód styka się tu ze wschodem, sterylność z rozpierduchą, wielkomiejskość z kameralnością. Stolica, a życie toczy się niespiesznie. Berlin jest naprawdę rozległy, a biorąc pod uwagę minimalistyczną nowoczesną architekturę może wydawać się bezduszny. Nic bardziej mylnego - jest przytulny i bardzo przyjazny. Po prostu bardzo ludzki, bo z jednej strony mamy tam wszechobecny ordnung, z drugiej prowizorkę. Klimat jest nie do opisania, trzeba to zobaczyć na własne oczy. A naprawdę wystarczą dwa dni (na początek ;) ), żeby nacieszyć się tamtejszą atmosferą. Więc wyruszajcie, nie ma co zwlekać.

Nasza czwórka o 6 rano w Tiergarten.

Potsdamer platz nocą. Jedyne zdjęcie które udowadnia że rzeczywiście w tym Berlinie byłam. ;)

Bez roweru nie mogło się obyć. Ten na zdjęciu wynajęłam na miejscu, zdążyłam się już kurcze do niego przywiązać…

Mieszkaliśmy w sąsiedztwie Potsdamer Platz, w bardzo stylowym miejscu, w budynku w którym swego czasu mieścił się klasztor. Genialna lokalizacja.

A na koniec mały streetfashion z ulic Berlina. :D

To jeszcze nie koniec berlińskich opowieści i zdjęć.  Zapraszam na więcej. :)




coco chanel

29 04 2008

Dawno nie pisałam o inspiracjach, a jeśli o nich mowa to nie sposób nie wspomnieć o Coco Chanel. To się rozumie samo przez się. Zrewolucjonizowała modę, nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Komentarz jest tak naprawdę zbędny, nawet dziecko wie, że była kwintesencją stylu i smaku. Siła jej pomysłów tkwi w prostocie. Te proste czarne sukienki i sznury pereł są po prostu urzekające, a do tego niezwykle szykowne. Trochę nonszalancko, a jednak elegancko. To jest dopiero sztuka.

A przy okazji: dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak przeczytałam właśnie książkę “Kolekcja”. Jeśli chcemy się trochę odprężyć przy miłej lekturze, książka jest warta uwagi. Fabuła krąży wokół losów młodej krawcowej, która szukając szczęścia w Paryżu znajduje pracę w domu mody Chanel. Historia (zresztą dosyć banalna) jest kompletnie fikcyjna, stanowi jedynie pretekst do opisania ówczesnego świata mody “od kuchni”, a w szczególności kulisów pracy u Mademoiselle. Moim zdaniem w udany i zgrabny sposób udaje się autorce przybliżyć arkana powstawania kolekcji mody. Kolekcji mającej zburzyć stare zasady i wprowadzić nowe trendy. No a śledzenie procesu powstawania zaprojektowanych przez nią sukienek jest naprawdę fantastyczną sprawą i chociażby z tego względu warto “Kolekcję” przeczytać. Wprawdzie książka jest raczej z kategorii “lekka, łatwa i przyjemna”, ale trzeba przyznać, że naprawdę bardzo fajnie się czyta o powstawaniu ubrań. To idealna lektura na leniwy ciepły dzień. Mimo pewnej przewidywalności, książka jest ciekawa i wciągająca. Okazuje się na przykład, że straszna jędza była z tej Coco Chanel. ;) Ale niewątpliwie wizjonerka. Dla zainteresowanych modą “Kolekcja” to nie lada gratka. Tematyka naprawdę wdzięczna i jakże bliska memu sercu. Jak się okazuje czytanie o ubraniach jest prawie tak samo przyjemne jak ich noszenie. :D




wróciłam

28 04 2008

Jestem z powrotem. Byłam w Berlinie. :) Przywiozłam sporo zdjęć, dwie zdobycze ciuchowe, inspiracji niestety żadnej. Ale o tym innym razem. Sfotografowałam szybko sukienkę i chustkę które kupiłam w berlińskich secondhandach. O samych secondhandach wpis także innym razem. Oj będzie o czym pisać przez najbliższe dni!

Za sukienkę zapłaciłam trochę ponad 6 euro, chustka kosztowałam dokładanie 1 euro. Nie wiem jakie jest pochodzenie chustki, ale kiecka jest w 100% vintage.




jedziemy na wycieczkę

24 04 2008

Dzisiaj wyjeżdżam. Kolejna notka dopiero w poniedziałek. Celu podróży na razie nie zdradzę, mam ochotę zasiać atmosferę tajemnicy i oczekiwania na rozwiązanie zagadki. :D Jadę tam drugi raz i jestem z tego powodu bardzo podekscytowana. Mam nadzieję przywieźć kilka ciekawych zdjęć, a może zdobyczy ciuchowych (?). Na pewno przywiozę mnóstwo inspiracji, wszak jadę do kosmopolitycznego raju, miasta niezwykle otwartego, pełnego różnorodnych ludzi, prawdziwego tygla kulturowego. Tak więc do usłyszenia za kilka dni. Adieu!




setka

22 04 2008

Setna notka. :D Ja tam popijam szampana z truskawkami i Wam polecam to samo. ;) Dołączam okolicznościowe zdjęcie - z kwiatami. Dostałam je wprawdzie z innej okazji, ale akurat pasuje. Świętujemy!

Parka: h&m

Chustka/scarf: secondhand

Okulary/shades: h&m

Rurki/skinny jeans: h&m young

Buty/shoes: deichmann