Wybrałam się w zeszłym tygodniu do mojego ulubionego lumpeksu i znalazłam szczęśliwie dokładnie to, czego szukałam, a nawet więcej. Moją wyobraźnią zawładnęły jakiś czas temu tak zwane pumpy, ale w wersji powiedzmy orientalnej. Wchodzę do lumpeksu, a tam cały kosz z oryginalnymi ubiorami z egzotycznych zakątków świata, w tym jakieś 15 par rzeczonych pumpów.
Kupiłam więc pary 3, w tym jedne są kompletem z tuniką (odkryłam to dopiero w domu). Jak się okazało takie spodnie fachowo nazywają się szarawary lub hajdawery. Nawet nazwa jest fajna.
Jest tylko jeden problem, którego nadal nie rozwiązałam (nomen omen) , a mianowicie - jak je wiązać? Oczywiście mogłabym wpuścić w nie gumkę, ale wolałabym coś bardziej fantazyjnego. Przekopałam internet w poszukiwaniu wskazówek i lipa. Poza tym kupiłam dwie spódnice, w tym jedną zupełnie zwyczajną, no i sukienkę. Łącznie 1,5 kg ubrań. Zapłaciłam 15 zł.
/My latest secondhand finds:
Grafitowa plisowana mini C&A./Graphite pleated mini skirt, C&A.

Tzw. “zwykła” spódnica.
Pudrowy róż. Dorothy Perkins./ Skirt known as “ordinary”.
Soft pink. Dorothy Perkins.

Turkusowa sukienka. Tak naprawdę kolor wpada bardziej w niebieski./Turquoise dress. For real color is more blue.

Tunika. Pewnie tego nie widać, ale jest lawendowo-seledynowa./Tunic.

Szarawary do kompletu./Salwar pants, suit with tunic.

Tak wyglądają po rozłożeniu.

Turkusowe szarawary, na zdjęciu kolor za jasny i za zielony./Teal salwar pants.

Mam jeszcze jedne szarawary - jasnozielone, ale nie robiłam im nawet zdjęcia, bo jak widać powyżej sensu to za bardzo nie ma. Wyglądają za przeproszeniem jak pół dupy zza krzaka, jak tak leżą smętnie na podłodze.
Po prostu je kiedyś założę i wtedy zobaczycie. I tyle.