Zainspirowana wpisem Vlaaa zaczęłam rozmyślać o związku brzydoty z modą. Potem natknęłam się na te dwa zdjęcia. Zobaczcie co mówią sfotografowani poniżej ludzie:

Kimmo (25)
“I like my jacket because it’s appropriately ugly. It’s second hand. My mother found the bag from a second hand market and gave it to me.It’s boring if nobody comments my clothes. Freakstyle street fashion blog from Sao Paolo and italodisco inspire me at the moment.”
Nora (23)
“My hat is from Helsinki10, the jacket from Anttila and the tights I’ve had for 10 years.Ugliness inspires me. I get more self-respect when I dare to wear ugly clothes. Like these tights.”
Do tego doszła dyskusja o moim swetrze pod wpisem złoty liść, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że ten temat warty jest przemyślenia i omówienia.
Aby uporządkować mój wywód najpierw ustalmy co kryje się pod pojęciami brzydota i piękno. Pomocna niech będzie Wikipedia.
Słysząc hasło “moda” mamy w domyśle to co ładne, estetyczne. Wybieramy ubrania, które podkreślają naszą sylwetkę, wydobywają to co najlepsze z naszej urody. Nieustannie zadajemy sobie i innym pytanie “czy dobrze w tym wyglądam?”. Ale czy to aby na pewno o to chodzi? Czy w tym tkwi sedno sprawy? Czy rzeczywiście celem ubierania się jest wyglądanie ładnie? Trochę wywrotowa wydaje się hipoteza, że to nie estetyka ubioru powinna być kryterium wiążącym przy komponowaniu stroju. W Polsce jesteśmy dosyć spięci i podatni na opinię innych, modę (jak niemalże wszystko) traktujemy raczej śmiertelnie poważnie, więc faktycznie to kryterium gra główną rolę, ale odnoszę wrażenie, że np. Skandynawowie ubierają się w co im się żywnie podoba, nie bacząc czy im w tym do twarzy. Potrafią bawić się modą, żonglować konwencjami, mają wielki dystans do siebie i jakąś wrodzoną swobodę w dobieraniu stroju. Dwa powyższe zdjęcia zostały zrobione w Helsinkach i chyba dosyć wyraźnie widać, że bohaterowie fotek stosują trochę odmienny od powszechnie przyjętego klucz w doborze ubrań.
Zawsze miałam wątpliwości, czy w modzie chodzi o to, żeby było ładnie. Ilekroć słyszę, że osoby mojego wzrostu powinny bezwzględnie nosić wysokie obcasy, bo tylko w takich butach wyglądają dobrze, coś się we mnie buntuje. Przepadam za płaskimi butami! W imię czego mam z nich rezygnować? Co mi grozi, jeśli się nie dostosuję? Będę miała 161 cm wzrostu i moje łydki nie będą tak fajnie wyprofilowane. No rzeczywiście, wielkie halo.
W moim przekonaniu w modzie chodzi o zabawę i o wyrażenie siebie, a ma to raczej luźny związek z kwestią ładne-brzydkie. Moment dokonywania ubraniowego wyboru jest chwilą spotkania wielu przesłanek - głównie praktycznych, ale do głosu dochodzi też nasz gust, fantazja. Efektem naszego kombinowania z ciuchami może więc być zarówno coś ładnego, jak i coś brzydkiego. Nie na odwrót - musimy ubrać się ładnie, więc zawężamy swoje pomysły tylko do tego co urodziwe, tym samym pozbawiając się całej zabawy. Myślę, że taka tu powinna być kolejność. W tym co mamy na sobie musimy się czuć swobodnie, musimy być sobą, a czy to będzie ładne-brzydkie-modne-niemodne to już kwestia wtórna. Żeby czuć się swobodnie, musimy być przekonani o słuszności własnego wyboru, musimy mieć wypisaną na twarzy pewność siebie, wtedy chociaż by był to worek od kartofli, będziemy wyglądać dobrze, a tłumy będą nas naśladować.
Ubieranie się to jakby nie patrzeć “opakowywanie się” w sposób robiący jakieś wrażenie, a ponieważ oczywiście chcemy się podobać, co jest naturalne, “opakowujemy” się na ogół ładnie. Nie ma jednak żadnego obowiązku wyglądać zawsze ładnie, bądźmy więc bardziej swobodni w kreowaniu swojego wizerunku, niech to będzie dla nas głównie zabawa i przyjemność, a nie katorżnicza praca w imię robienia dobrego wrażenia. Oczywiście ubieranie się specjalnie tak, żeby wyglądać brzydko to także pomysł co najmniej karkołomny, ale jeśli to sprawia komuś radość, to czemu nie.
O co więc chodzi w modzie? Moim zdaniem moda jest narzędziem umożliwiającym nam tę stylistyczną zabawę, a nie jakimś odgórnym prikazem. Jak to narzędzie wykorzystamy to już kwestia naszej fantazji i odwagi. W tym kontekście także brzydota może być inspirująca. Warto tę myśl wykorzystać! A ubierając się, róbmy tak, żeby czuć się dobrze we własnej skórze, po prostu. Ale trochę luzu odnośnie własnego wyglądu też nie zaszkodzi.