coco chanel

29 04 2008

Dawno nie pisałam o inspiracjach, a jeśli o nich mowa to nie sposób nie wspomnieć o Coco Chanel. To się rozumie samo przez się. Zrewolucjonizowała modę, nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Komentarz jest tak naprawdę zbędny, nawet dziecko wie, że była kwintesencją stylu i smaku. Siła jej pomysłów tkwi w prostocie. Te proste czarne sukienki i sznury pereł są po prostu urzekające, a do tego niezwykle szykowne. Trochę nonszalancko, a jednak elegancko. To jest dopiero sztuka.

A przy okazji: dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak przeczytałam właśnie książkę “Kolekcja”. Jeśli chcemy się trochę odprężyć przy miłej lekturze, książka jest warta uwagi. Fabuła krąży wokół losów młodej krawcowej, która szukając szczęścia w Paryżu znajduje pracę w domu mody Chanel. Historia (zresztą dosyć banalna) jest kompletnie fikcyjna, stanowi jedynie pretekst do opisania ówczesnego świata mody “od kuchni”, a w szczególności kulisów pracy u Mademoiselle. Moim zdaniem w udany i zgrabny sposób udaje się autorce przybliżyć arkana powstawania kolekcji mody. Kolekcji mającej zburzyć stare zasady i wprowadzić nowe trendy. No a śledzenie procesu powstawania zaprojektowanych przez nią sukienek jest naprawdę fantastyczną sprawą i chociażby z tego względu warto “Kolekcję” przeczytać. Wprawdzie książka jest raczej z kategorii “lekka, łatwa i przyjemna”, ale trzeba przyznać, że naprawdę bardzo fajnie się czyta o powstawaniu ubrań. To idealna lektura na leniwy ciepły dzień. Mimo pewnej przewidywalności, książka jest ciekawa i wciągająca. Okazuje się na przykład, że straszna jędza była z tej Coco Chanel. ;) Ale niewątpliwie wizjonerka. Dla zainteresowanych modą “Kolekcja” to nie lada gratka. Tematyka naprawdę wdzięczna i jakże bliska memu sercu. Jak się okazuje czytanie o ubraniach jest prawie tak samo przyjemne jak ich noszenie. :D




wróciłam

28 04 2008

Jestem z powrotem. Byłam w Berlinie. :) Przywiozłam sporo zdjęć, dwie zdobycze ciuchowe, inspiracji niestety żadnej. Ale o tym innym razem. Sfotografowałam szybko sukienkę i chustkę które kupiłam w berlińskich secondhandach. O samych secondhandach wpis także innym razem. Oj będzie o czym pisać przez najbliższe dni!

Za sukienkę zapłaciłam trochę ponad 6 euro, chustka kosztowałam dokładanie 1 euro. Nie wiem jakie jest pochodzenie chustki, ale kiecka jest w 100% vintage.




jedziemy na wycieczkę

24 04 2008

Dzisiaj wyjeżdżam. Kolejna notka dopiero w poniedziałek. Celu podróży na razie nie zdradzę, mam ochotę zasiać atmosferę tajemnicy i oczekiwania na rozwiązanie zagadki. :D Jadę tam drugi raz i jestem z tego powodu bardzo podekscytowana. Mam nadzieję przywieźć kilka ciekawych zdjęć, a może zdobyczy ciuchowych (?). Na pewno przywiozę mnóstwo inspiracji, wszak jadę do kosmopolitycznego raju, miasta niezwykle otwartego, pełnego różnorodnych ludzi, prawdziwego tygla kulturowego. Tak więc do usłyszenia za kilka dni. Adieu!




setka

22 04 2008

Setna notka. :D Ja tam popijam szampana z truskawkami i Wam polecam to samo. ;) Dołączam okolicznościowe zdjęcie - z kwiatami. Dostałam je wprawdzie z innej okazji, ale akurat pasuje. Świętujemy!

Parka: h&m

Chustka/scarf: secondhand

Okulary/shades: h&m

Rurki/skinny jeans: h&m young

Buty/shoes: deichmann





kwietnik

20 04 2008

Udało mi się upolować t-bary, o których tak intensywnie marzyłam. To już drugie buty w ostatnim czasie, które odnalazłam dzięki innym szafiarkom. Zobaczyłam je u Juny i wiedziałam, że muszę je mieć. No i mam. Dzięki nowym butom otworzyły się przede mną nowe możliwości komponowania zestawów. Trochę chyba już wychodzę dzięki temu z tej niemocy twórczej, która mnie ostatnio ogarnęła. Kryzys nie jest do końca zażegnany, ale nowy gadżet cieszy i prowokuje do próbowania nowych kombinacji. Naprawdę podła ze mnie materialistka i tyle Wam powiem. ;)

Radzę powiększyć zdjęcie, bo dopiero wtedy widać, że mam na sobie bluzkę w wielokolorową łączkę!

Sweter/cardigan: h&m

Bluzka/blouse: h&m

Spodnie/pants: reserved

Rajstopy/tights: h&m

Buty/shoes: deichmann




anty-inspiracje

18 04 2008

Mam czasem wrażenie, że tracę rezon, rozpęd i pomysły. Że pochłania mnie jakaś nijakość. Że się wtapiam w tło. Czasami tak jest, głównie jak człowiek nie ma czasu, jest zapracowany. Wtedy ubieranie się ma wymiar jedynie praktyczny, przestaje być aktem twórczym. Ostatnio odniosłam wrażenie, że popadłam znowu w ten stan. On mnie czasami nawiedza i nie jest za fajny. Nie mam pomysłu na siebie, nawet nie do końca wiem co mi się podoba, brakuje mi rozeznania. Zupełnie stoję w miejscu, zero progresu. Jakoś ostatnio moja ścieżka stylistyczna po której podążam trochę się zatarła i z lekka zgłupiałam. Można taki etap poznać po tym, że ze zbyt dużą łatwością przychodzi wymyślanie w co się ubrać, że wszystko jest powtórką z tego co znane, że kopiujemy własne patenty. Właśnie czuję, że wyczerpałam wszystkie kombinacje z mojej poprzedniej bazy danych i potrzebny mi jest kopniak żeby iść dalej. To bardzo niebezpieczny moment. Kserowanie samego siebie to jest pół biedy, ale można w tym miejscu utknąć na dobre. Ba - można się uwstecznić! Czekam na jakiś powiew świeżości, na coś całkiem zaskakującego. A tu lipa. W takiej chwili łatwo dać się złapać na haczyk. Brać pomysły innych za swoje i wcielać je w życie. Ulec presji otoczenia, lokalnej modzie na coś. W jednej z moich poprzednich ‘prac’ ;) wpadłam w taki nastrój i ciężko się było z niego wygrzebać. Nazywam to ‘anty-inspiracjami’. Jeśli coś nas zaskakuje, konsternuje i daje do myślenia to fajnie. To jest inspiracja. Zanim coś mnie popchnie w jakimś kierunku, zasiewa we mnie ziarnko niepokoju. Wszystkie rzeczy twórczo stymulujące najpierw budzą we mnie nieokreślone emocje, nie wiem co o tym myśleć, muszę przerobić to w głowie, poddać analizie, żeby wreszcie się zachwycić. Wszystkie moje najfajniejsze ubrania kupiłam po długich deliberacjach z mieszanymi uczuciami. A od niechcenia kupuje się 15 szare rurki (to powinien być sygnał alarmowy, że popadliśmy w rutynę - źle). Jeśli jestem bezradna wobec jakiejś kwestii i zachowuję się jak dziecko we mgle, to łatwo rzecz jasna mnie zmanipulować. I wtedy pole do popisu mają tzw. anty-inspiracje. Jeśli 15 osób (naprawdę nie wiem, czemu drugi raz z rzędu używam liczby 15) w moim otoczeniu będzie w chwili mojej estetycznej słabości nosić niebieskie bluzki (nie trawię tego koloru), to ja też zacznę taką bluzkę nosić. Jeśli “prawdziwa ja” lubi dajmy na to ubrania etniczne, a w chwili takiej beznadziei stylistycznej przyjdzie mi obcować z wyznawczyniami sportowej elegancji, to ja się cholera zacznę ubierać jak ten kameleon w stylu sportowej elegancji. Muszę poszukać inspiracji, bo marnie skończę. Nawet zestawy moich ulubionych Skandynawek wydają mi się ostatnio takie przewidywalne i wtórne. Gwałtu rety! Potrzebuję przewartościowania w swojej szafie. Dobrą metodą jest zupełne wyrzucenie z głowy wszelkich myśli o ubraniach, wyczyszczenie dysku, nie zaprzątanie sobie tym głowy. Jest nadzieja, że z czasem się pod sufitem przejaśni po takim modowym detoksie i nie będzie takiej opcji, żeby byle co mogło estetycznie zbałamucić. Miejmy nadzieję! :)




skandynawia

17 04 2008

Spośród wszystkich mieszkańców globu najbardziej interesujący w kontekście ubioru wydają mi się Skandynawowie. W ogóle zauważyłam pewną prawidłowość. Mieszkańcy ciepłych zakątków świata ubierają się w sposób radosny, barwny, ale i banalny. Natomiast Ci mieszkający w rejonach gdzie pogoda nie rozpieszcza, mają znacznie bardziej wysublimowany gust. To oczywiście okropne generalizowanie, ale nie da się ukryć, że jest spora różnica w podejściu do kwestii ubioru mieszkańców północy i południa (mówiąc w uproszczeniu). Styl Skandynawów jest powściągliwy, trochę nonszalancki i niedbały, niezwykle oszczędny w formie, ale i finezyjny. Najbardziej inspirujące były dla mnie zawsze blogi, czy strony ze street fashion właśnie mieszkańców Norwegii, Finlandii, Szwecji, Danii. Ich podejście do estetyki jest surowe i niebanalne jednocześnie. To się zresztą przekłada nie tylko na modę, ale na design w ogóle. Na szczęście blogów modowych Ci u nich dostatek, więc jest co oglądać i czym się inspirować. Co wcale nie jest jak się okazuje dziwne, dzisiaj usłyszałam, że Finowie są największymi na świecie “zużywaczami” internetu, jakoś zaraz za nimi Duńczycy, Szwedzi i Norwegowie. Wracając do sedna - największe wrażenie robią na mnie kompozycje ubraniowe mieszkańców Skandynawii. Mają też na mnie największy wpływ. Pomyślmy - wszystkie moje ulubione blogi (oprócz polskich) są prowadzone przez Skandynawki! Podejrzewam, że będąc gdzieś w jakimś kraju skandynawskim oszalałabym z radości widząc na ulicach tych wszystkich wyluzowanych, zadowolonych z siebie ludzi, ubranych w sposób prosty, ale zaskakujący, wygodny i “od niechcenia”, ale w 100% dopracowany i dograny. No cholera, jak oni to robią? Mają to niechybnie w genach. Chyba się tego nie nauczymy…

Poniżej fotki z ostatnich dni, które mnie wyjątkowo zauroczyły.




spacer

15 04 2008

Zrobiło się naprawdę ciepło! Akurat miałam wolny dzień, więc wybraliśmy się na spacer. Próbowaliśmy poznać w końcu możliwości nowego (wcale już nie tak nowego) aparatu (ach ten wieczny brak czasu). Wyobraźcie sobie, że udało nam się zrobić pierwsze dobre zdjęcie. :D Drugie z prezentowanych, żeby nie było wątpliwości. ;) Plener z pewnością będzie powtarzany. Dobre zdjęcia też. ;)

Acha - zdjęcia można teraz powiększać i to znacznie. Wystarczy kliknąć.

Skórzana kurtka/leather jacket: vintage

Chustka/scarf: h&m young

Spodnie/pants: secondhand

Trampki/shoes: ?

Okulary/shades: h&m men




zgniła zieleń

14 04 2008

Kolory i nastrój na zdjęciu iście listopadowy. Broszka, bluzka i oprawki okularów w tym samym odcieniu ciemnej oliwki. Pogoda jakaś taka zgniła, więc i kolory zgniłe. Gdzie ta wiosna? Piękną broszkę dostałam w prezencie od dobrej duszy. Jeszcze raz dziękuję. Nie spodziewałam się, że będę mieć z niej tyle pożytku i radości! Tzn. z broszki. ;)

Jak tylko pogoda będzie lepsza (przez kilka ostanich dni padało), to wychodzę w plener. Znudziły mi się już zdjęcia na balkonie. :P


Bluzka/blouse: h&m

Okulary/sunglasses: h&m men

Bolerko/bolero: solar

Broszka/brooch: solar

Rurki/skinny jeans: h&m young

Botki/boots: vintage




dziewczynka

13 04 2008

Dziewczynka bo - usłyszałam w pracy, ze wyglądam w tej sukience “jak dziewczynka”. :) Po drugie - zdjęcia zrobione w moim starym pokoju, u Rodziców. :) Czyli w pokoju z czasów jak byłam jeszcze dziewczynką. Sukienka jest faktycznie bardzo dziewczęca, ale też budzi skojarzenia ciążowe. Jest naprawdę mocno rozkloszowana, chociaż na zdjęciach wyszła niepozornie. Od niej zaczęła się moja przygoda z kolorem szarym. Na tyle mnie ta kiecka zauroczyła, że postanowiłam przekonać się i do koloru, za którym w owym czasie nie przepadałam. Teraz nikt ani nic mnie już przekonywać nie musi, to jeden z moich ulubionych kolorów.

Tak dla draki para zdjęć.

Bluzka/blouse: secondhand

Sukienka/dress: secondhand

Rajstopy/tights: h&m

Buty/shoes: vintage