berlińskie impresje

1 05 2008

Wszystkim którzy tam nie byli polecam wizytę w Berlinie. To grzech tam nie pojechać zważywszy na odległość. W ciągu ostatnich dwóch lat odwiedziłam to miasto dwa razy, a na ogół nie lubię się powtarzać. Berlin działa jak magnes i ciągle chce się tam wracać. Miasto jest bardzo specyficzne. Pełne kontrastów, zaskakujące, “z oddechem”. Zachód styka się tu ze wschodem, sterylność z rozpierduchą, wielkomiejskość z kameralnością. Stolica, a życie toczy się niespiesznie. Berlin jest naprawdę rozległy, a biorąc pod uwagę minimalistyczną nowoczesną architekturę może wydawać się bezduszny. Nic bardziej mylnego - jest przytulny i bardzo przyjazny. Po prostu bardzo ludzki, bo z jednej strony mamy tam wszechobecny ordnung, z drugiej prowizorkę. Klimat jest nie do opisania, trzeba to zobaczyć na własne oczy. A naprawdę wystarczą dwa dni (na początek ;) ), żeby nacieszyć się tamtejszą atmosferą. Więc wyruszajcie, nie ma co zwlekać.

Nasza czwórka o 6 rano w Tiergarten.

Potsdamer platz nocą. Jedyne zdjęcie które udowadnia że rzeczywiście w tym Berlinie byłam. ;)

Bez roweru nie mogło się obyć. Ten na zdjęciu wynajęłam na miejscu, zdążyłam się już kurcze do niego przywiązać…

Mieszkaliśmy w sąsiedztwie Potsdamer Platz, w bardzo stylowym miejscu, w budynku w którym swego czasu mieścił się klasztor. Genialna lokalizacja.

A na koniec mały streetfashion z ulic Berlina. :D

To jeszcze nie koniec berlińskich opowieści i zdjęć.  Zapraszam na więcej. :)